Manipulowanie pogodą- wywołuje klimatyczny chaos i grozi katastrofą ekologiczną?

O jakim głównym czynniku wywołującym zmiany klimatyczne się nam nie mówi?

Coraz więcej artykułów i opracowań, które potwierdzają gwałtowne zmiany klimatu oraz zmiany w systemach życia na ziemi, ogląda światło dzienne każdego dnia. Ludzkość dziesiątkuje planetę na niezliczone ilości sposobów, a skutki tego są coraz bardziej katastrofalne.

Choć istnieje wiele czynników wpływających na taki stan rzeczy, największy fragment tej układanki pozostaje wciąż całkowicie nieznany większości kręgów naukowych oraz dominujących nurtów medialnych, politycznych, militarnych czy przemysłowych. Głównym winowajcą jest „geoinżynieria aerozoli stratosfery” (SAG) znana również jako „kontrola promieniowania słonecznego” (SRM).

Czym jest geoinżynieria aerozoli stratosfery i dlaczego jest tak groźna?

Geoinżynieria aerozoli stratosfery jest pierwotną nazwą określającą globalne programy modyfikacji klimatu rozwijane przez główne mocarstwa na świecie. „Aerozole” to nazwa dla mikroskopijnych cząstek zawieszonych w powietrzu. Oficjalnie postulowanym celem programów geoinżynieryjnych jest zapewnienie „tarczy przeciwsłonecznej”, która ma spowolnić „poważne zmiany klimatu” za pomocą rozpylania w atmosferze, z użyciem samolotów odrzutowych, dziesiątek milionów ton wysoce szkodliwych nano-cząstek metalowych pyłów (nanometr to 1/1.000.000.000 metra).

Czy takie rozpylanie odbywa się jedynie po to, aby kontrolować promieniowanie słoneczne? Na podstawie dostępnych danych można wyprowadzić wniosek, że jest o wiele więcej celów stosowania SRM, sięgających dalej niż kontrolowanie pogody. Może to być na przykład poprawianie możliwości radarów, kontrola produkcji żywności, prowadzenie testów biologicznych. Istnieje również wiele powodów oraz entuzjastów atmosferycznego rozpylania, o których wciąż jeszcze niewiele wiemy.

Deklarowanym celem wielu geoinżynieryjnych patentów jest spowolnienie ocieplania planety

Aluminium, pośród innych toksycznych metali, jest wykazywane w niezliczonej liczbie testów opadowych na całym świecie. Ilość aluminium, baru oraz innych metali w takich badaniach nad deszczem i śniegiem jest zawsze wysoka i przekracza wszelkie normy. Badania śniegu w Mt Shasta w Północnej Kalifornii wykazały niewiarygodne skażenie. Te rejony północno-zachodniego Pacyfiku były kiedyś uznawane za nieskazitelne źródło wody. Dziesiątki próbek deszczu pobrane na tym obszarze przez osoby prywatne były badane w Certyfikowanym Laboratorium Stanowym Północnej Kalifornii i bez wyjątku ujawniły szokujące wyniki. Poprzedni Biolog Służby Leśnej Stanów Zjednoczonych, Francis Mangles, potwierdził swoimi badaniami alarmujące skażenie metalami ciężkimi. Badania śniegu z okolicy Mt. Shasta wykazały zawartość aluminium w wysokości 61.000 PPB (cząstek na miliard). Taki poziom aluminium w śniegu jest przekroczeniem o dziesiątki tysięcy razy czegokolwiek, co może być uznane za „normalny poziom skażenia”.

Jedynym określeniem odpowiednim dla poziomów o takiej wysokości jest skrajna toksyczność. Skoro te szkodliwe metale znajdują się w śniegu, to mogły przedostać się tam jedynie drogą powietrzną. Aluminium w „wolnej postaci” nie występuje naturalnie w środowisku, gdyż jest zawsze związane z innymi pierwiastkami. Skąd więc się bierze w czystej postaci? Aluminium jest głównym składnikiem wymienianym w licznych geoinżynieryjnych patentach. Tych samych patentach, które opisują rozpylanie aluminium z odrzutowców w deklarowanym celu zablokowania promieniowania słonecznego. Widzimy to na niebie w postaci smugi po przelocie samolotu, które powstają wielokrotnie w ciągu dnia, dzień po dniu i które tworzą sztuczne chmury oraz opary blokujące bezpośrednie promieniowanie słoneczne.

Trzeba pamiętać, że tego rodzaju skażenie nie jest tylko lokalne, ale ma zakres światowy. Obecnie w wielu krajach formują się ruchy, które usiłują desperacko zajmować się tym palącym problemem.

Kurcząca się atmosfera, zaburzone obiegi wody, namnażanie się grzybów oraz wymieranie gatunków

Zniszczenie powłoki ozonowej to jeszcze jeden skutek geoinżynierii atmosfery. Wiele ostatnich badań odnotowuje, że „kurczenie się atmosfery” jest prawdopodobnie również powiązane z realizowanymi programami geoinżynierii.

Obieg wody na naszej planecie jest całkowicie zaburzony przez geoinżynieryjne rozpylanie aerozoli w atmosferze. Namnażanie się grzybów to kolejna nieunikniona konsekwencja nasycenia atmosfery sztucznie wprowadzonymi cząstkami oraz skażenia gleby i wody geoinżynieryjnymi odpadami. Niezliczone gatunki już odczuwają tego skutki. Obecny „współczynnik wymierania gatunków” powinien być szokujący dla każdego. Jest on w tej chwili 10 000 razy większy niż naturalna różnorodność. Stanowi 1.000.000% normy.

Pomimo, że popularne media nigdy nie podałyby tego do publicznej wiadomości, jesteśmy obecnie w trakcie szóstego masowego wymierania na planecie Ziemia. Czy za wszystko to odpowiedzialna jest geoinżynieria? Oczywiście nie za wszystko, ale jeśli rozważyć dostępne dane, geoinżynieria jest obecnie prawdopodobnie najpoważniejszą przyczyną dewastacji klimatu i środowiska naszej planety.

Po analizie dostępnych informacji można wywnioskować, że geoinżynieria jawi się jako największe i najbardziej bezpośrednie zagrożenie życia na Ziemi, zaraz po katastrofie nuklearnej.

Susza. Powódź. Niebo zasnute toksyczną chmurą. Oto skutki geoinżynierii.

Niebo nasycone aerozolem to nowa norma

Choć opady deszczu i śniegu występują oczywiście na obszarach Ameryki Północnej, a czasem przybierają nawet formę potopu lub śnieżycy, to jednak susze w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych (jak i w wielu innych miejscach na świecie) stają się coraz bardziej dotkliwe. Nad obszarami ponad tysięcy mil lądu lub oceanu często dryfuje pokrywa chmurna, która jednak nie daje żadnych albo prawie żadnych opadów.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w pewnych rejonach niebo jest często tak całkowicie bezchmurne, a w innych występują ogromne połacie chmur, z których nie pada deszcz?

Geoinżynieryjne smugi na niebie nie są jedynymi śladami rozpylania toksycznych substancji. Chmury z natury swojej powinny być białe, a niebo z kolei niebieskie. Strzępiaste i potargane jak nić pajęcza chmury wyższego piętra nie powstały naturalnie i stanowią kolejny ślad ingerencji człowieka, tak samo jak srebrzystobiały kolor nieba.

Geoinżynieryjne zależności

Atmosferyczne nasycenie aerozolami wywiera wielki wpływ na kierunki wiatrów oraz zmniejsza ilość opadów, co w rezultacie wywołuje susze na bezprecedensową skalę. Takie zaburzenie obiegu wody w przyrodzie może wywołać rekordowe opady deszczu, gdyż opad wyeliminowany w jednym obszarze migruje w inne miejsce i spada w postaci ulewy, dając potop. Okoliczności opisane powyżej są znaną konsekwencją geoinżynierii aerozoli stratosfery (SAG) oraz kontroli promieniowania słonecznego (SRM).

Wszelkie dostępne dane naukowe potwierdzają wpływ cząstek geoinżynieryjnych na opady. Pomimo, że główne kręgi naukowe nie kwapią się, aby otwarcie przyznać, że programy geoinżynieryjne są w pełni realizowane od wielu dziesięcioleci, to jednak rosnąca liczba dowodów sprawia, że fakt ten nie podlega dyskusji. Podkreślmy to jeszcze raz, wdrażane programy geoinżynierii stratosfery w drastyczny sposób ograniczają ilość opadów oraz są sprawcą tego, że niebo utraciło swój głęboko-niebieski kolor. Blokowanie dostępu słońca do powierzchni ziemi za pomocą odblaskowych aerozoli geoinżynierii ogranicza parowanie. Nasycenie atmosfery aerozolami powoduje również, że wiatr zostaje osłabiony, ponieważ cząstki aerozoli rozpraszają energię słoneczną i w ten sposób ograniczają konwekcję z powierzchni ziemi, która w normalnych okolicznościach miałaby miejsce podczas całodziennego nasłonecznienia. Spowolnienie generowania wiatru ogranicza parowanie jeszcze bardziej. W taki sposób koło wzajemnego sprzężenia zwrotnego się zamyka.

Co więcej, formujące się krople opadów często ulegają rozdrobnieniu na skutek obecności dużej liczby cząstek geoinżynieryjnych w atmosferze. Powoduje to zbyt liczne wytwarzanie „jąder kondensacji”, tak więc krople przestają się formować i nie spadają w formie opadu, ale migrują w inne miejsce. Skutkiem osłabienia lub przekształcenia naturalnych ruchów pogodowych ziemi przez inżynierię klimatu jest kumulowanie się energii w biosferze. Jest to źródłem katastrofalnych huraganów, które z kolei powiększają liczbę katastrofalnych susz.

Globalne przyciemnienie, zanik błękitu nieba

Istnieje bardzo duża liczba naukowych dowodów, które potwierdzają istnienie “globalnego przyciemnienia”. Większość osób nigdy nie słyszała o takim zjawisku, a zaledwie nieliczni odnotowali jego efekt w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Choć artykuły publikowane przez publiczne media przyznają, że istnieje problem „globalnego zaciemnienia”, większość z nich zaniża procent zaciemnienia, a wszystkie wskazują na zanieczyszczenie środowiska jako wyłącznego winowajcę. Niezliczone odrzutowce, które przecinają nasze niebo wielokrotnie w ciągu dnia, rozpylające miliony ton toksycznych metali i cząstek chemicznych, są całkowicie ignorowane przez dziennikarzy popularnych mediów.

Do dnia dzisiejszego popularne media robią wszystko, aby uniknąć nawet wzmianki na temat geoinżynierii, a potwierdzenie, że programy całkowitej dewastacji planety działają już od wielu lat, jest jeszcze mniej prawdopodobne. Nie sposób dokonać dokładnego szacunku skutków globalnego zaciemnienia i geoinżynierii -zaburzenie fotosyntezy, zniszczenie warstwy ozonowej, redukcja ilości opadów, zanik błękitu nieba, zanieczyszczenie gleby oraz wód, to zaledwie niektóre ze znanych konsekwencji globalnego rozpylania w atmosferze.

Poważnie zmniejszona atmosferyczna ochrona przed słońcem

Co to za sobą pociąga? Jak zostało powiedziane powyżej, nasycenie atmosfery cząstkami chemicznymi niszczy ochronną warstwę atmosfery, czyli powłokę ozonową. Obecność cząstek chemicznych w górnej warstwie atmosfery wywołuje reakcje chemiczne, które niosą zniszczenie. Oprócz dziury ozonowej na Półkuli Południowej, o której mówi się od dziesięcioleci, istnieje obecnie wielka dziura ozonowa na Półkuli Północnej. Geoinżynieria aerozoli stratosfery jest według wszelkiego prawdopodobieństwa głównym powodem globalnego uszczuplenia ozonu, a nie freony, jak się nam wmawia. Możesz z łatwością przekonać się o tym samodzielnie, wpisując do wyszukiwarki hasło „geoinżynieria niszczy warstwę ozonową”. Wszystkie dostępne opracowania naukowe mówią o tym jasno. Bez warstwy ozonowej życie na naszej planecie w jakiejkolwiek formie byłoby niemożliwe.

Jest jeszcze jedna sprawa związana z dewastacją powłoki ozonowej, naturalnej ochrony przed promieniowaniem słonecznym, mianowicie rozbłyski słoneczne. Jeśli zabraknie warstwy ozonowej, koronalne wyrzuty masy (CME) mogą dokonać i dokonają spustoszenia naszej planety, a zwłaszcza ludzkiej infrastruktury. Występowanie silnych koronalnych wyrzutów masy zmusi ludzkość do zamknięcia sieci elektrycznej. Jeśli sieć elektryczna, za pomocą której na przykład schładzane są urządzenia o napędzie jądrowym, zostanie zamknięta na dłuższy czas, możemy mieć do czynienia z Fukishimą razy sto, dwieście albo więcej. Bez chłodzenia nastąpi stopienie rdzenia. Zaledwie jedna katastrofa nuklearna może zniszczyć życie na naszej planecie, a co tu mówić o dziesiątkach takich katastrof czy setkach? Geoinżynieria niszczy powłokę ozonową, a więc naturalną ochronę przed takimi scenariuszami, które urzeczywistnią się, jeśli dopuścimy do koronalnych wyrzutów masy.

Zmiany w kierunkach wiatru oraz katastrofalne uwalnianie metanu

Zmiany w kierunkach wiatru wywołują z kolei zmiany w kierunkach prądów oceanicznych. Większość ludzi pozostaje nieświadoma tych zjawisk. Jeszcze mniej znane są ich konsekwencje.

Zmiany kierunku prądów oceanicznych wywołują ocieplenie wód w regionach z olbrzymimi podmorskimi pokładami metanu. Złoża te znane są jako złoża „uwodnionego metanu” i dzięki temu, że pozostają w związanej postaci, utrzymują życie na ziemi w równowadze. Niestety z wielu regionów na świecie metan zaczyna się uwalniać z postaci uwodnionej. Szelf Wschodnio-Syberyjski uwalnia całe jego masy. Według dostępnych danych sam jeden ten czynnik systematycznie zmienia naszą biosferę. Pomimo, że grupy naukowców takie jak „Arktyczna Grupa Pogotowia Metanu” (AMEG) odwołują się do geoinżynierii jako środka zaradczego wobec katastrofy ekologicznej, z zebranych informacji wynika, że programy geoinżynieryjne, które są sprzedawane jako rozwiązanie, same stanowią główną przyczynę katastrofy metanowej. Stosowane globalne programy geoinżynieryjne zmieniają rozkład wiatrów i deszczów w coraz większym stopniu na przestrzeni dekad. To właśnie te drobne zmiany są główną przyczyną, która uruchamia masowe uwalnianie metanu.

Nasycenie atmosfery metanem ma podobne działanie jak okrycie naszej planety szklanym płaszczem. Słoneczna energia cieplna dostaje się pod powierzchnię tego płaszcza, ale nie może się wydostać. Większość artykułów na temat uwalniania metanu szacuje, że w przeciągu najbliższych stu lat metan stanie się 20 razy bardziej cieplarnianym gazem niż dwutlenek węgla. Poza szkodami, jakie uwalniany metan wywołuje w atmosferze, występuje również skażenie oceanu w postaci zakwaszenia. Jako że metan migruje od dna morskiego w kierunku powierzchni, jego duża ilość po drodze rozpuszcza się w wodzie. Oceany zakwaszają się obecnie w alarmującym tempie. Konsekwencje uwalniania metanu są bardzo poważne i sam ten jeden czynnik może zagrozić życiu na Ziemi.

Nie istnieje coś takiego jak “naturalna” pogoda

Globalna geoinżynieria, modyfikacje pogody oraz programy chemicznej ingerencji są rozwijane najprawdopodobniej od 60 lat. Niedawno odnalezione dokumenty pochodzące z archiwów NASA dowodzą, że programy te miały swoje budżety setek milionów dolarów już w połowie lat 60-tych. Programy tego typu, wywierające masowy wpływ na klimat, zostały radykalnie spopularyzowane w ciągu ostatnich 15 lat. Choć większość z nas, żyjących obecnie, doświadczyła w swoim życiu trochę prawdziwie „naturalnej” pogody, to jednak to co obserwujemy dzisiaj, jest dalekie od natury. Klimat obecnie radykalnie waha się od jednego ekstremum do drugiego. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że mamy wiosenną temperaturę jednego dnia, a opady śnieżne (sztucznie skondensowane) następnego. Te huśtawki i fluktuacje stają się coraz bardziej dotkliwe.

Manipulacje prądami strumieniowymi

Czy to naprawdę możliwe? Dostępny stan wiedzy, jak również wydarzenia obserwowane w pogodzie oraz anomalie prądów strumieniowych nasuwają odpowiedź, że absolutnie tak.

HAARP to akronim określający niezwykle potężne urządzenie “podgrzewające jonosferę” usytuowane na Alasce. Jest to ogromna siatka antenowa, która jest w stanie emitować do jonosfery moc wielkości trzech miliardów wat. Jej zadaniem jest wykreować takie „napięcie” w atmosferze, które z kolei będzie w stanie zmienić kierunek prądu strumieniowego. Takie modyfikacje mogą „sterować” systemami pogody, na przykład kumulować fronty atmosferyczne i wywoływać huragany lub osłabiać fronty atmosferyczne i je rozpraszać.

Istnieją co najmniej 24 takie “podgrzewacze jonosfery” na całej ziemi. Niektóre z nich są w posiadaniu Chin i Rosji. W ostatnich latach stało się jasne, że „zarządzanie pogodą” to śmiertelne zagrożenie dla planety. Potencjał wyżej opisanych urządzeń jest dodatkowo zwiększany przez rozpylanie substancji chemicznych w atmosferze. Nasycenie atmosfery cząstkami metali sprawia, że jest ona lepszym „przewodnikiem”. To z kolei zwiększa możliwości podgrzewaczy jonosfery.

Suche burze oraz pożary wymykające się spod kontroli

Atmosfera, która na skutek nasycenia cząstkami metali jest lepszym przewodnikiem niż pierwotnie, może wytwarzać więcej błyskawic. Te same cząstki metali wywołują również efekt zmniejszania ilości deszczu i rozpraszania opadów. Lasy na świecie obecnie pełne są martwych lub umierających drzew (jest o tym mowa w dalszej części artykułu).

Na domiar złego, ulistnienie drzew pokryte jest obecnie łatwopalnym pyłem pochodzącym z cząstek geoinżynieryjnych. Jeśli dodać do tego fakt, że podziurawiona warstwa ozonowa przyczynia się do wzrostu ciepła w atmosferze, to warunki pożarowe zmodyfikowanej pogody stają się jeszcze gorsze. Oczywistym tego skutkiem są masowo występujące katastroficzne pożary lasów. Zjawisko takie ma miejsce na całym globie. Lato 2012 roku na Półkuli Północnej było latem pod znakiem pożarów, a lato 2013 w Australii i Tasmanii to seria powodzi.

Sztucznie wywoływane śnieżyce

Jeszcze jednym, pozornie nierealnym aspektem modyfikacji pogody na świecie, są geoinżynieryjne śnieżyce.

Wielu ludzi odrzuci taki pomysł jako fikcyjny bez uprzedniego zbadania faktów. Jest to błąd, gdyż nauka o chemicznym powstawaniu lodu jest dobrze znana i powszechnie praktykowana na wielu polach, choć z pewnością trudno wyobrazić sobie ten proces działający na tak wielką skalę.

Istnieje kilka patentów na “sztuczne wytwarzanie lodu do celów modyfikacji pogody”, wliczając również te pochodzące z NASA.

Geneza sztucznie wywołanych burz może być różna. Na przykład burze, które powinny przynieść jedynie deszcz, zostają sztucznie zmodyfikowane, aby dały opady śniegu. Wzmianki o tym znalazły się ostatnio na antenie kanału „Weather Channel” oraz podawane były przez zespoły agencji pogodowych w działach: polityki, obrony czy przemysłu. Opady śniegu wywołane działaniem geoinżynierii są ogólnie nazywane „ciężkimi opadami”. Tego rodzaju śnieg może zacząć padać przy temperaturze dużo wyższej niż temperatura zamarzania, ponieważ procesy chemiczne są w stanie schłodzić otoczenie mas powietrza. Takie opady śniegu lub lodu, dzięki zastosowaniu procesów chemicznych, mogą czasami utrzymywać się zaskakująco długo, pomimo wysokich temperatur. Ten aspekt modyfikacji pogody jest dyskutowany w artykule pt.: „Geoinżynieryjne opady śniegu, które sieją spustoszenie na całym świecie”.

Tymczasowe ochłodzenie za cenę wzrostu globalnego ocieplenia

Oto efekt uboczny geoinżynierii. W naturze każde działanie ma swój skutek i prawo to powinno być powszechnie znane, ale niestety „naukowcy” tak często wydają się być całkowicie niewrażliwi na konsekwencje swoich eksperymentów. W przypadku zasiewania chmur, o ile się ono w ogóle powiedzie, skutek jest taki, że wilgotność trafia w inne miejsce, niż pierwotnie by trafiła.

Nasycenie atmosfery cząstkami substancji chemicznych, jak wiadomo, zmniejsza opady deszczu, gdyż rozprasza jego krople w sztuczne obłoki chmur i mgły. Gdzie więc ostatecznie owa wilgotność trafi? Spadnie gdzie indziej w postaci potopu? Czy to dlatego zachód Stanów Zjednoczonych przechodzi rekordowe susze, a wschód rekordowe opady?

Ochłodzenie sprowokowane działaniem geoinżynierii uzyskane jest kosztem poważnego wzrostu globalnego ocieplenia planety. Nawet NASA przyznaje, że „smugi kondensacyjne” (smugi powstałe z geoinżynieryjnych cząstek) ocieplają planetę.

Systematyczne podtruwanie całego życia na Ziemi

Czy nie brzmi to jak postulat “alarmistów” lub teoria spiskowa? Być może tak, ale wszelkie dostępne dane wskazują, że taki wniosek to twardy i niepodważalny fakt. Zgodzi się z nim każdy, kto prowadzi obiektywne badania.

Niezliczone badania laboratoryjne nad opadami atmosferycznymi, prowadzone w ostatnich latach przez zainteresowane osoby i grupy osób, przynoszą rezultaty co najmniej szokujące. Deszcz oraz śnieg jest dosłownie napakowany tymi samymi szkodliwymi metalami ciężkimi, które są wymieniane w licznych patentach geoinżynieryjnych. Powietrze, którym oddychamy jest wysycone tymi samymi toksynami, jak aluminium, bar, stront, mangan, tor a obecnie nawet fluor, jak donoszą ostatnie badania z Norwegii. Tak wiele metali spadło na lasy borealne Północno-Zachodniego Pacyfiku, że pH gleby zmieniło się w kierunku zasadowego piętnastokrotnie.

Najnowszy film dokumentalny George’a Barnesa zatytułowany “Look Up” przedstawia niektóre z tych zmian i wymieranie lasów, jakie występuję w strefie lasów borealnych. Pomimo, że istnieją liczne artykuły dokumentujące wymieranie lasów na świecie, żaden z nich nie wspomina geoinżynierii jako czynnika sprawczego, a jedynie wzrost temperatury, suszę czy chrząszcze. Pominięcie pośród tej listy powodów geoinżynierii jest jak pominięcie najważniejszego czynnika. Śmiercionośne działanie biodostępnego aluminium w wodach deszczowych, a więc również w glebie, jest dobrze udokumentowane. Jego oddziaływanie na drzewa jest również dobrze zbadane w studiach naukowych.

Oczywiście istnieją przedsiębiorstwa, dla których klęski ekologiczne, jak te opisane powyżej, są źródłem ogromnego zysku. Monsanto zawsze plasuje się na czele tej listy. Jako że geoinżynieryjne susze oraz wyjałowienie za sprawą aluminium gleby zmuszają niezależnych rolników do sprzedaży ziemi, międzynarodowe korporacje zyskują na tym, odkupując je i użytkując pod uprawę nasion odpornych na aluminium.

Jakie skutki wywołuje geoinżynieria?

Wdychanie mikroskopijnych cząstek jest wysoce szkodliwe bez względu na materiał, że jakiego są stworzone. Metalowe cząstki są wyjątkowo śmiercionośne. Choroby układu oddechowego i śmiertelność z ich powodu, są obecnie dosłownie plagą. Ilość chorób nękających człowieka, które mają związek z wystawieniem na działanie metali ciężkich, przekracza obecnie wszelkie normy. ADHD, choroba Alzheimera, autyzm, ostra białaczka limfoblastyczna, zaburzenia odporności oraz wiele innych chorób związanych z metalami ciężkimi zbiera ogromne żniwo w ostatnich latach. Według naukowców takich jak neurolog o międzynarodowej sławie, Russell Blalock, nano-cząstki metali ciężkich są tak małe, że przenikają bezpośrednio przez płuca do układu krwionośnego. Mogą przywierać tam do receptorów komórkowych jak blaszka i powoli lecz uporczywie upośledzają funkcje ciała i układu odpornościowego. Nie jest możliwe usuwanie tych metali, kiedy już osadzą się w ciele. Dodatkowo, dosłownie każdy kęs jedzenia, które spożywamy, jest skażony tymi nano-cząstkami, ponieważ są one absorbowane przez roślinność, w tym także zboża.

Geoinżynieria aerozoli stratosfery (znana także jako kontrola promieniowania słonecznego) ma wypływ na wszystko. Każdy haust powietrza, który pobieramy, każdy kęs jedzenia, są skażone. Ogromne ilości danych, studiów i badań potwierdzają taki wniosek bez wątpienia.

Wszyscy znajdujemy się pod wpływem działania geoinżynierii. Wielkości zagrożenia dla życia na ziemi ze strony globalnych programów modyfikacji pogody nie da się zlekceważyć. To od nas zależy, czy pomożemy wyciągnąć informacje o tych programach na światło dzienne i powstrzymamy ich realizowanie, aby planeta mogła zacząć się uzdrawiać, czy też nie. Zaopatrz się w kopie wiarygodnych artykułów, danych oraz filmów i pomóż rozpowszechniać wiedzę o tym palącym problemie.

Ogromna ilość ludzi z sektora prywatnego oraz wojskowego, którzy są zaangażowani w geoinżynierie, prawdopodobnie nie rozumie konsekwencji działań, w które są wplątani.

Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem. Im dłużej globalna geoinżynieria jest praktykowana, tym nasze szanse są mniejsze. Musimy się zjednoczyć w wysiłku, aby rzucić światło na największą z ludzkich zbrodni. Kiedy dane o skutkach geoinżynierii zostaną ujawnione, a ci, którzy fizycznie odpowiadają za rozpylanie toksycznych nano-cząstek zrozumieją, że są jej częścią, będziemy mieć szansę na powstrzymanie tych śmiercionośnych programów.

 


 

Autorem powyższego artykułu jest Dane Wigington, człowiek, który posiada rozległe doświadczenie w dziedzinie energii słonecznej. Jest to były pracownik Bechtel Power Corp. i licencjonowany wykonawca budowlany na obszarach Kalifornii i Arizony. Obecnie posiada 640 hektarów rezerwatu przyrody w pobliżu Lake Shasta w Północnej Kalifornii, a jego prywatna rezydencja, pozostająca na własnym zasilaniu elektrycznym, przedstawiona została w tytułowym artykule magazynu Home Power, periodyku poświęconym energii odnawialnej.

Dane skierował wysiłki i energię na temat geoinżynierii, kiedy zauważył, że w znaczący sposób zaczął tracić pobór energii słonecznej w wyniku rosnącego zaciemnienia słońca spowodowanego rozpylaniem substancji z samolotów na tym obszarze. Odnotował on także znaczący spadek zdrowotności lasów i około dziesięciu lat temu rozpoczął badania nad geoinżynierią.

Obecnie Dane jest wiodącym badaczem dla geoengineeringwatch.org, kontrolującym działania geoinżynierii w szerokim zakresie, od chemicznych smug na niebie po urządzenie HAARP. Towarzyszył Michaelowi Murphy’iemu w tworzeniu uznanego artykułu pt. „Co jest rozpylane na świecie?” oraz przemawiał wielokrotnie na różnorodnych forach, aby wyjaśnić środowiskowe zagrożenia, przed którymi stajemy na poziomie globalnym.

Dodaj komentarz